RSS
 

Zmiana witryny!

09 lut

Szanowni Czytelnicy! 

Chciałbym poinformować, że od dnia dzisiejszego moje wpisy będę dostępne pod innym adresem. O tym co wpłynęło na moją decyzję można przeczytać już na nowej witrynie w zakładce „Kilka słów o mnie i moim blogu”

Zapraszam 
http://julianstrzalkowski.blog.pl/

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Absurd skrajności!

06 lut

Ostatnio poddałem się refleksji na temat skrajnych postaw wobec świata. Przypomniał mi się kolega z technikum, który twierdził, że wszystkie skrajności są słabe, a prawda o danej sprawie zawsze leży pośrodku – pomiędzy nimi. Oczywiście, że można tak powiedzieć, lecz wydaję mi się, iż każdy pogląd jest w gruncie rzeczy skrajny w stosunku do innego np. jeżeli lubię jeść chleb za równo z masłem jak i z margaryną, to jestem po środku dwóch ekstremów (jedni wolą z masłem inni z margaryną). Mimo wszystko moje zachowanie jest skrajne, ale w innym kontekście.  Otóż lubię jeść chleb, a ktoś inny uważa, że konsumpcja tego artykuł spożywczego jest nie dopuszczalna. Tak więc w gruncie rzeczy zawsze jesteśmy skrajni. Nie ma się jednak czym martwić, bo z reguły po jakimś czasie to zauważamy i może to wzbogacić nasze życie, gdyż czasami takie spojrzenie powoduje chęć zmiany, czy też pragnienie przekroczenia granic w danym fragmencie naszej ziemskiej egzystencji (w kontekście margaryny i masła raczej nie zamierzam się zmieniać :D).

Georg Simmel

Powyższa analiza jest zatem pierwszym absurdem skrajności, który udało mi się w moich rozważaniach uchwycić. Wszystkich tych, którzy pragnę się przyjrzeć powyższej sprawie odsyłam do lektury Georga Simmla, gdyż jest to filozof piszący w niesamowity sposób o przekraczaniu życiowych granic.

Innym ciekawym zagadnieniem jest stronnicze podejście do świata, które potrafi być zgubne w skutkach. Postaram się je zilustrować w sytuacjach, które spotkały mnie w życiu. Otóż podczas pobytu na jednym z festiwali muzycznych zobaczyłem starego vana, którym przyjechali jacyś hipisi. Na ich pojeździe tradycyjnie była namalowana pacyfka. Pod nią mieścił się napis. Z ciekawości podszedłem, aby go odczytać. Na vanie było napisanie: „Bijcie nas, my wam nie oddamy”. Poczułem się lekko zmieszany, gdyż hipis przecież są za pokojem, a to hasło bez wątpienia prowokowało do agresji. Zastanawiając się na tym, doszedłem do wnioski, iż owi pacyfiści byli tak mocno zaangażowani w swoją ideologię, że nie mieli świadomość wydźwięku hasła, które niewątpliwe stworzyli z wielką satysfakcją. Tutaj kłania się nam psychoanaliza.

Zygmunt Freud

Bowiem według Freuda, jeżeli coś wypieramy, to spychamy to do naszej nieświadomości. Czasami jednak nasza strefa podświadoma lubi  w sposób subtelny zwracać, to czego w nas nie chcemy. Zatem hipisi wyparli swoją agresję, ale ona powróciła w postaci tego jakże niefortunnego hasła.   

Innym przykładem jest moja rozmowa z przeciwnikiem totalitaryzmu. Mój rozmówca z przejęciem manifestował, że system ten jest niemiłosierny, gdyż uciska ludzi i nie pozwalał im się w pełni manifestować. Potem przeszliśmy do spraw aktualnych. Między innymi padły słowa o feministkach,  homoseksualistach i ówczesnej modzie, w której, jak wiadomo, mężczyźni lubią ubierać się w bardzo obcisłe ciuchy utożsamiane dla wielu z kobiecością. Wtedy mój rozmówca wygłosił tyradę o tym, iż są pewne normy, do których trzeba się stosować. Tak więc kobiety mają swoje miejsce w kuchni, homoseksualiści powinni zaprzestać realizacji swoich preferencji seksualnych i założyć normalną rodzinę, a ubierać powinno się również w granicach pewnych przyjętych obyczajów. Pytanie, które zrodziło mi się w głowie i nie omieszkałem go zadać, brzmiało: „Czy właśnie na takim podejściu nie buduje się system totalitarny?” Mój rozmówca nie do końca rozumiał o co mi chodzi. Dodałem zatem: „Przecież nie dość, że chcesz ingerować w czyjeś pragnienia, to jeszcze wchodzisz komuś do łóżka, a na koniec uważasz, że ty wiesz najlepiej w co ludzie powinni się ubierać.” Te słowa były niewątpliwie szpilką i ukuły go mocno, dlatego obraził się na mnie. Mam nadzieję jednak, że przemyśli tę sprawę i zauważy, że absolutna skrajność nie popłaca.

Oczywiście można by wymieniać jeszcze długo takie przykłady. Niestety nie mogę pisać notki w nieskończoność, bo nigdy bym jej nie wypuścił, a jeśli nawet, to kto by chciał czytać tak długie rozważania. Zachęcam natomiast Czytelników do komentowania i pokazywania jak skrajności, których doświadczyli lub byli świadkami, doprowadziły do absurdu.

 Pozdrawiam :)

Ps. Zapraszam na mojego FB: kliknij tutaj

 

Homoseksualizm a choroba psychiczna

15 lis

Omawiając kiedyś na blogu kwestię archetypów animy i animusa użyłem pewnego wyrażenia w stosunku do homoseksualizmu. Mianowicie stwierdziłem, że zachowanie tej orientacji seksualnej jest anormalne. Słowo to zapaliło jednego z czytelników do dyskusji. Stanęliśmy po dwóch stronach barykady. Ja będąc pod wpływem pewnej witryny internetowej (tutaj) twierdziłem uparcie, że homoseksualizm jest chorobą, druga strona natomiast uważała takie postrzeganie sprawy za krzywdzące. Dzisiaj trochę inaczej patrzę na tę kwestię i o tym chciałbym napisać.

Jeżeli ktoś wszedł na podaną przeze mnie stronę internetową, to może zaobserwować pewien błąd logiczny. Otóż podczas badań na tym, czy homoseksualizm jest chorobą, autor zauważył pewną właściwość:

Homoseksualiści biorący udział w badaniu zostali celowo dobrani – były to wyłącznie osoby nie wykazujące cech psychopatologii.

Ta sprytna demaskacja niepoprawności eksperymentu wcale nie pokazuję, że badani są chorzy. Wręcz przeciwnie! Okazuje się bowiem, że istnieją zdrowi homoseksualiści!

Ciekawym przykładem, który uzupełni powyższe twierdzenie jest terapia prowadzona przez Carla Gustava Junga. W książce O rozwoju osobowości (s. 174-180, 2015) zostaje opisany przypadek „wyleczenia” homoseksualisty. Podczas badania snów Jung wykrył konflikt psychiczny związany z matką pacjenta. Kiedy ów konflikt został przepracowany, chłopaka zaczęły pociągać kobiety. Zatem homoseksualizm był w tym układzie wtórny i wynikał z nieprzepracowane kompleksu psychicznego. Ciężko wiec mówić w tym momencie o chorobie.

Wniosek z tego taki, że można być homoseksualistą w skutek nierozwiązanego konfliktu wewnętrznego lub też po prostu – naturalnie.

Żeby zachować rzetelność zwrócę również uwagę na kontekst, w którym homoseksualizm jawi się jako choroba. Jak zauważa psychiatra Artur Cerdo, (tutaj) choroba psychiczna to nie tylko dezorganizacja zachowania i ogólnych sprawności umysłowych, a także „zaburzenia osobowości, które manifestują się głównie utrwalonymi, niedostosowanymi do norm i oczekiwań społecznych postawami i zachowaniami i są źródłem konfliktów i napięć w miejscu pracy czy w domu.” I to właśnie tu jest pies pogrzebany, ponieważ dopóki społeczeństwo nie zacznie akceptować homoseksualizmu, będzie on anormalny (nieprzystający do ogólnie przyjętych norm), czyli może być traktowany jako choroba psychiczna.

Stoimy zatem nad poważną decyzją. Spory o to, czy homoseksualizm jest chorobą wciąż trwają. Nie ma jednego stanowiska. Ja natomiast uważam, że każdy człowiek powinien chociaż raz zajrzeć w głąb siebie i dowiedzieć się, czy jego seksualne preferencje są faktycznie jego. Jeśli wynik tego wglądu byłby ujemny, to należałby zastanowić się z czego to wynika i podjąć odpowiednią pracę nad sobą, żeby wyrwać się z kleszczy fałszywego przekonania.

Ostatnią sprawą, o której chciałbym napisać w tej notce jest nieświadome produkowanie negatywnych nastrojów w stosunku do gejów i lesbijek. Najgorsze jednak jest to, że moim zdaniem za napiętą sytuację w tym kontekście są odpowiedzialni przede wszystkim homoseksualiści. Przyznajcie sami, że ciężko jest traktować poważnie człowieka, który bierze udział w marszu, gdzie chodzą dziwnie ubrani lub też prawie nadzy ludzie. Czy nie lepiej propagowałoby się inną orientację seksualna przez paradę, w której udział biorą obywatele np. ubrania w swoje stroje służbowe? Widząc taki marsz z pewnością wielu zmieniło by zdanie na temat homoseksualistów, ponieważ widać by było, że są to ludzie tak samo przydani społecznie jak cała reszta. 

homoseksualizm a choroba psychiczna

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii artykuł, Essey, Felieton, Teoria

 

Sens cierpienia (szansa dla neurotyków)

26 wrz

Ostatnimi czasy zauważyłem tendencje ludzi do uciekania od psychicznego cierpienia. Strach przed wewnętrznym bólem zostaje wzmocniony przez liczne publikacje dotyczące pozytywnego myślenia oraz kursy NLP, których celem jest życie w pozytywnym, przyjemnym nastroju. Dzisiejsza notka będzie stawiała sprawę w zupełnie innym świetle, ponieważ pokaże zupełnie inne spojrzenie na psychiczne męki.

sens cierpieniaNa początek należy zastanowić się czym jest cierpienie psychiczne. Według mnie jest ono pewną informacją, którą nasze wnętrze wysyła do nas. Wiadomość ta nie jest sama w sobie problemem, dlatego też ignorowanie jej, czy też niszczenie za pomocą autosugestii nie sprawi cudu i nie zbawi nas od bólu. Późniejszym efektem może stać się to, co czekało Harrego Pottera, gdy nie był w stanie odebrać listu z Hogwartu. W pewnym momencie rodzina małego czarodzieje zaczęła otrzymywać coraz więcej wiadomości, co doprowadzało wujka Vernona do szału. Tak też się stanie w naszym wypadku, jeżeli wciąż będziemy oszukiwać się, że wszystko u nas w porządku.

Co zatem powinniśmy z cierpieniem zrobić? Odpowiedzi dostarczy nam kolejna metafora. Zastanówmy się co robi matka, kiedy słyszy, że jej malutkie dziecko płacze. Oczywiście kobieta biegnie do swojego maleństwa i sprawdza, czy wszystko u niego w porządku. Zatem wszyscy ci, którzy uciekają od swojego bólu, są jak mamy, które na dźwięk płaczu własnego dziecka wybiegają z domu i wracają dopiero wtedy, kiedy maluch przestanie płakać. Czy w takim zachowaniu jest logika? Raczej nie. Więc dlaczego wciąż to robimy? Dlaczego wciąż uciekamy od swojego wnętrza i staramy się udawać, że wszystko jest jak najlepszym porządku? To proste – boimy się odpowiedzialności. Musimy jednak zapamiętać, że WOLNOŚĆ TO ODPOWIEDZILNOŚĆ. WOLNOŚĆ BEZ ODPOWIEDZILNOŚCI TO ZWYKŁA ANARCHIA.

Nie zachowujmy się jak duchowi anarchiści!

Jeżeli masz problem, możesz zawsze udać się do specjalisty, który Ci w tym pomoże. Mamy szeroki wachlarz usług od psychologów do przewodników duchowy – ty musisz wybrać, co Ci najbardziej pasuje.

Ostatnie słowa chce skierować do neurotyków. Słuchajcie! W tekstach gnostycznych, ale również i modernistycznych istnieje podział na trzy rodzaje ludzi:

  1. Ludzie idealnie przystosowani do świata zewnętrznego (materialni).
  2. Ludzie uduchowieni (duchowi).
  3. Ludzie nadwrażliwi (odczuwający).

Neurotycy to ci ostatni – mają oni wybór pomiędzy drogą swojego życia. Mogą socjalizować się lub podążać drogą wewnętrznego rozwoju. Dlatego też jeżeli jesteś nerwicowcem powinieneś zastanowić się co jest dla Ciebie ważne i wybrać takie terapeutę lub przewodnika duchowego, który będzie w stanie pomóc Ci na drodze twojego życia. 

Zapraszam na mojego Facebooka: kliknij tutaj

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii artykuł, Essey, Felieton, Teoria

 

Przypowiastka o Dumnym Ludziku i Wielkim Kompozytorze

07 sie

Dzisiaj udostępniam dla Was opowiadanko, które powstało podczas inspirującej rozmowy ze znajomym z pracy (ślę pozdrowienia dla Sławka :-) !):

_________________________________________________________________________________________

Żył sobie raz Dumny Ludzik, który całe dnie przesiadywał na pianinie Wielkiego Kompozytora. Maluszek przysłuchiwał się mistrzowskiej grze giganta, jednak uważał, że Wielki Kompozytor nie zawsze tworzył taką melodię jak powinien. Od czasu do czasu malec  zeskakiwał więc z pudła na odpowiedni klawisz, który wedle jego mniemania wprowadzał odpowiednią zmianą do kompozycji. Wielki Kompozytor przestawał wtedy grać i czekał cierpliwie, aż dźwięk wytworzony przez skok Dumnego Ludzik minie, a następnie ściągał go z klawiatury i odkładał z powrotem na pudło pianina.

Sytuacja taka powtarzała się dość często. Ludzik nie mógł nadziwić się wyrozumiałości Wielkiego Kompozytora, który ani razu nie skomentował ingerencji maluszka w swoje dzieło. Po jakimś czasie mikrus zaczął zastanawiać się, czy aby na pewno jego działania mają sens, i czy aby na pewno wzbogacają one melodię graną przez Mistrza. Po kilku dniach namysłu doszedł do wniosku, że jego poczynania są tak mało doniosłe, jak mało znaczące. Dumny Ludzik pozbył się więc swojej arogancji i postanowił przeprosić Wielkiego Kompozytora. Kiedy to uczynił, tamten uśmiechnął się ze zrozumieniem i posadził maluszka na swoim ramieniu. Ludzik szepnął wtedy Mistrzowi na ucho: „Graj tak, żeby brzmiało to najlepiej”. Kompozytor popatrzył na mikrusa i odparł: „Zawsze to robiłem, lecz Ty nie zawsze mi ufałeś”.

Przypowiastka o Wielkim Kompozytorze

_______________________________________________________________________________________

Dumny Ludzik to nikt inny jak nasze Ego. Często mamy wrażenie, że nasze „ja” wie najlepiej, jak powinna brzmieć melodia życia, zamiast zaufać Wielkiemu Kompozytorowi, który zna się na swoim fachu lepiej niż ktokolwiek inny.

Pozdrawiam :)

Zapraszam na mojego Facebooka :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Luźne myśli, Opowiadanie

 

Piękno – wartość stała czy zależna od trendów?

23 cze

W dzisiejszej notce pragnę zająć się problemem Piękna. Szczególny nacisk będę jednak kładł na to, jak omawiana kwestia przejawia się w postrzeganiu kobiet przez mężczyzn. Otóż w telewizji są puszczane często programy, w których płeć brzydka wybieraja spośród kilkudziesięciu niewiast tę „najpiękniejsza”. Nie ma wątpliwości, że podczas selekcji, mężczyźni kierują się pewnymi wytycznymi, które w gruncie rzeczy są nieświadome. Wystarczy tylko spojrzeć jaka kobieta wygrywa program, a potem porównać ją do modelek z bilbordów reklamujących nowy sklep z bielizną – podobieństwo jest nieuniknione. Mężczyźni są zatem w pewien sposób programowani przez modę. Za każdym razem, kiedy któryś z nich spojrzy na kobietę, nieświadomie podkłada ją do wzoru propagowanego przez aktualne trendy. Jeżeli obiekt zainteresowania jest podobny do np. jakieś sławnej aktorki, to mężczyzna czuje przypływ pozytywnych emocji i zaczyna go pożądać. Sytuacja jest w tym kontekście analogiczna jak w innych sferach życia (nowy samochód reklamowany w telewizji, nowa gra komputerowa lub nowa konsola itp.) Przykrą konsekwencją takiego mechanizmu jest reifikacja kobiet.

Po powyższych rozważaniach można stwierdzić, że Piękno jest wytworem mody. Nic bardziej mylnego! To o czym pisałem wcześniej może mieć jedynie związek z pięknem, ale przez „małe p”. Koncept ten rozwinął Mateusz Grzesiak w książce pt. Alpha Human. Otóż ten trener osobisty zwrócił uwagę na to, że wszelki ideał wyglądu utworzony przez aktualne trendy to „atrakcyjność”. Piękny jest każdy taki jaki jest, natomiast atrakcyjna osoba to ta, która wpisuje się we wzory promowane przez swój czas. (Aby bardziej unaocznić to, o czym piszę, zachęcam do przeczytania artykułu i oglądnięcia filmu znajdującego się pod następującym linkiem:  kliknij tutaj.)

Można więc powiedzieć, że dzisiaj środki masowego przekazu zakładają ludziom filtry, które zafałszowują prawdziwy obraz rzeczywistości. Wpływa to na ocenianie „piękna” zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Zabawne jest to, że ci, którzy nie wpisują się w dzisiejszy model atrakcyjności, jutro mogą być traktowani jako źródło największej piękności.

Świat tworzony przez ludzi wciąż się zmienia i pędzi w nieokreślonym kierunku. Jedyne co zostaje niezmienne to: Prawdziwa Bezgraniczna Miłości i Prawdziwe Piękno, które każdy z nas posiada. Pytanie pozostaje jedno: „Pędzić za światem, czy skierować się w stronę Prawdy?”

Piękno

 
 

Szerszy kontekst egoizmu

25 maj

egoizmLudzie bardzo często lubią nadawać komuś etykietę „egoisty”. Postanowiłem przyjrzeć się temu problemowi, czego efektem jest notka, którą obecnie czytasz. Otóż podczas refleksji na temat egoizmu natrafiłem na twardy orzech do zgryzienia, ponieważ w gruncie rzeczy nie dysponujemy aż taką wnikliwością, aby już po chwili zawyrokować skąd płyną intencje osoby przez nas ocenianej. Oczywiście ktoś może się nie zgodzić z taką tezą, gdyż uzna, iż samo życie jest odpowiednią weryfikacją w tym kontekście. Znaczy to na przykład tyle, że jeżeli ktoś pomaga innym, to zyskuje szlachetne miano „altruisty”. To rozumowanie wydaje się poprawne, ale tylko do czasu, ponieważ nawet dobre uczynki mogą wynikać z nieszlachetnych intencji. Chodzi mi w tym kontekście o to, że jeśli ktoś pomaga innym wyłącznie po to, aby się lepiej poczuć. Jego celem jest zatem nakarmienie swojego ego, które tak pragnie być wspaniałym człowiekiem. Ten rodzaj „pozorowanego altruizmu” widać chociażby w takich programach, jak „Przygarnij mnie”. Nie sądzę, żeby celebrytami biorącymi udział w takim przedsięwzięciu kierowała chęć pomocy biednym zwierzakom ze schroniska. Uważam natomiast, że chodzi im o rozgłos, ponieważ szlachetne czyny są dzisiaj w cenie. Ponadto myślę, że jeżeli faktycznie chcieliby pomagać, to nie robiliby z tego takiego show. Jest to zatem zabieg budowania tego, co Jung nazywa personą (można przeczytać o tym więcej tutaj).

Innym ciekawą manifestacją egoizmu jest zasada „coś za coś”. Często ludzie podają pomocną dłoń innym, licząc na to, że tamci się odwdzięczą. Kiedy jednak tak się nie dzieje, osoby „uczynne” czują się źle. W moim mniemaniu jest to czysty objaw egoizmu, ponieważ PRAWIDZWA POMOC JEST PRZEDE WSZYSTKIM BEZINTERESOWANA. Dlatego też cieszę się, kiedy osoba, której pomogłem dała sobie radę z problemem, jednak nie oczekuje nawet zwykłego „dziękuję”, bo przecież to nie było celem mojej pomocy.

Ostatnim kontekstem egoizmu, o którym chciałbym powiedzieć, jest użalanie się nad sobą. Otóż głośnie rzucanie nieprzyjemnych uwag na swój temat jest jawną manifestacją swojego JA. Jak słusznie zauważa Mateusz Grzesiak, ego karmi się emocjami niezależnie od tego, czy są one pozytywne czy negatywnie. Naszemu JA zależy po prostu na intensywności doznań, niezależnie od ich jakości. Ponadto często ludzie narzekają tylko po to, aby wymusić od innych miłe słowa na swój temat, co również jest przejawem działania egoistycznego.

Podsumowując, egoizm jest zjawiskiem, które wynika z intencji jednostki. Proponuje zatem ludziom nie oceniać pochopnie innych, ponieważ można się bardzo pomylić.

Mój FB: Pastuh blog

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii artykuł, Essey, Felieton

 

Miłość, zakochanie i zauroczenie – synonimy?

25 kwi

Miłość, zauroczenie, zakochanieDla wielu ludzi słowa zauroczenie, zakochanie i miłość znaczą to samo. Prowadzi to często do fatalnych w skutkach decyzji życiowych oraz niesamowitych pomyłek przy dobrze partnera. Na sam początek trzeba zdać sobie sprawę, że to, iż jestem zakochany nie oznacza, że darzę uczuciem. W tym kontekście można oczywiście powiedzieć „kocham Cię”, jednak wyrażenie to nie będzie odnosić się do drugiej osoby a do nas samych. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Kiedy jesteśmy zakochani lub zauroczeni, projektujmy na drugą osobę nasze wyobrażenia, co oznacza, że widzimy w innym człowieku nie to co jest, ale to co chcemy dojrzeć. Problem pojawia się w tedy, gdy spadają różowe okulary…

Okazuję się, że osoba ma również wady i, że nie jest już taka cudowna, jak nam się na początku wydawało. Im mocniej projektowaliśmy na innego człowieka, tym mocniej boli upadek z piedestału naszych wyobrażeń. Pozostają wtedy dwie drogi: egoistycznie pójść w swoją stronę i poszukać swojej połówki lub potraktować w końcu człowieka jako odrębną, autonomiczną istotę i postarać się do niego faktycznie zbliżyć. To właśnie rozmowy po cofnięciu zauroczenia są najważniejsze, bo one pokazują całą prawdę i pozwalają dwóm ludziom się do siebie zbliżyć.

Czemu więc ludzie wybierają pierwszą opcję?

jung miłośćWydaję mi się, że wynika to z pewnego przekonania, które mówi o tym, iż prawdziwa miłość ma przyjść. Powyższe nawiązuje do platońskiego mitu androgenicznego. Otóż istnieli podobno kiedyś mężczyźni, kobiety i hermafrodyci. Zostali oni potem podzieleni na pół i odtąd każdy, żeby poczuć się pełniej musiał szukać tzw. drugiej połowy jabłka. Dlatego też ludzie nie szukają drugiego człowieka a brakującego puzzla, który uzupełni ich „niepełną egzystencję”. Wiara w takie podejście jest swego rodzaju spadkiem po epoce romantyzmu i modernizmu. Można więc mówić tutaj o pewnym zbiorowym kompleksie miłości, którego zwalczenia podjął się w XX wieku Carl Gustav Jung. Tłumaczył on zastany stan rzeczy poprzez obecność w psychice ludzkiej pierwiastka płci przeciwnej, który jest odpowiedzialny za wyżej wspomniane projekcje. Dopiero oswojenie owego pierwiastka sprawia, że jesteśmy w stanie pokochać naprawdę (o tym pisałem już wcześniej – kliknij tutaj). Jung zatem w pewien sposób przewartościował mit androgeniczny, pokazując iż dotyczy on naszych stanów wewnętrznych a nie życie zewnętrznego.

Wróćmy jednak jeszcze do kwestii miłości, która przychodzi. Na ten problem zwrócił Mateusz Grzesiak. Zauważył on, że słowo „kochać” to czasownik, tak jak „robić”, „pracować”, „dawać” itp. Wniosek z tego taki, że miłość jest rzeczą, którą się robi, więc podejście do świata w stylu: „Czekam na tą prawdziwą miłość” jest w gruncie rzeczy dość absurdalne.

Grzesiak miłośćPonadto Grzesiak dokonał w swojej książce pt Alpha Human ciekawego podziału, który polegał na oddzieleniu uczuć od emocji. Emocje są według niego warunkowe (zawsze zależą od czynnika zewnętrznego), a uczucia po prostu są. Dlatego każde uczucie może składać z szerokiej gamy tych pierwszych. Jeżeli utożsamimy miłość z emocjami, które niewątpliwie w bardzo intensywnie formie towarzyszą zauroczeniu to wpadamy w nieprzyjemny potrzask. Otóż wyznanie „Kocham Cię” w takim kontekście nie znaczy nic więcej, jak odczuwam pozytywne emocje względem Ciebie. Kiedy natomiast poczuje do Ciebie np. złość oznacza iż w tym momencie Cię nie kocham. Wpływa to na pewną relatywność tak pojmowanego uczucia. Żeby jeszcze wyraźniej pokazać ten skrajny paradoks odwołam się do zaślubin. Wyobraźmy sobie, że w kościele para przysięga sobie miłość, która jest warunkowana emocjami. W tym momencie ich słowa powinny brzmieć tak: „Przysięgam, że będę odczuwam pozytywne emocje w stosunku do Ciebie przez całe nasze małżeństwo, ponieważ według mnie tylko na tym polega miłość”. To ciekawe, bo wchodząc w strefę religijną, przysięga zostaje zawarta na pewnym meta-poziomie, ponieważ w rytuałach nie chodzi przecież o słowa, ale o ich znaczenie dla osoby wypowiadającej. Wniosek z tego taki, że omawiane podejście gwarantuje łamanie przysięgi nawet po kilka razy dziennie!

Na czym zatem polega miłość?

W moim mniemaniu miłość polega na tym, żeby zauważyć drugiego człowieka jako odrębną jednostkę i zaakceptować ją taką jaka jest. Potem należy robić wszystko, co jest dla niej jak najlepsze. Ważne jest również to, żeby nie oczekiwać nic w zmian, bo przecież miłość jako uczucie nie może być warunkowa. Sprawny związek to taki, w którym partnerzy umieją się dogadać, ale również obydwoje dają ze swojego serca tyle i są w stanie. Traktowanie drugiej osoby jako odrębnej jednostki implikuje również to, że musimy zaakceptować chęć samorealizacji naszego partnera (jego pasje itp.). Ogromnym plusem jest to, iż prawdziwy bliski kontakt z człowiekiem jest niewątpliwie źródłem ogromnego rozwoju, ponieważ nie zapełnia ona naszych braków psychicznych (z tym musimy sobie poradzić sami) a często wskazuje nowe, ciekawe drogi rozwoju.

Podsumowując, miłość, zauroczenie i zakochanie to nie synonimy. Zauroczenie i zakochanie to dwie formy projekcji (pierwsza jest słabsza, druga mocniejsza). Miłość to uczucie, który każdy człowiek nosi w sobie i może je dawać w każdej chwili, każdej osobie na świecie. Kochać zatem znaczy świadomie obdarowywać innych miłością. Oczywiście na doradzę do prawdziwego dawania miłości czeka nas wiele przeszkód np.: kompleksy, projekcje piersista płci przeciwnej oraz naszego ego, które wprost uwielbia karmić się emocjami. Nie wykluczone, że często trzeba będzie skorzystać z pomocy terapeuty lub innych sposobów np. autoterapii. Nikt jednak nie mówił, że rozwój wewnętrzny to sprawa łatwa. Nikt również nie mówił, że rozwój wewnętrzny to coś, co nie jest warte zachodu.

Zapraszam na mojego Facebooka: kliknij tutaj oraz na mojego bloga naukowego: kliknij tutaj

 

O konieczności higieny psychicznej

07 kwi

Ostatnimi czasy poddałem się refleksji na temat tego, czemu ludzie często olewają własną psychikę. Zauważyłem, że bardzo często żyją jak z automatu, nie zastanawiając się nad motywacją, która zmusiła ich do różnych zachowań i czynów. Być może odpowiedzią jest to, że im bardziej oddalamy się od naszego jestestwa, tym bardziej jawi się ono dla nas jako wrogie. Sam z własnego doświadczenia pamiętam, że pierwsze kroki, które stawiałem w drodze do samoświadomości były bardzo trudne. Myśli, które pojawiały się w mojej głowie, powodowały często tak mocne neurozy, że ciężko było mi normalnie funkcjonować. Być może jednak powód leży w zupełnie innym miejscu, jednak nie chce go szukać, bo uważam, że jakkolwiek nie będziemy tłumaczyć zastanego stanu rzeczy, zawsze będzie to niewystarczające.

psychika

W tym momencie pewnie niektórzy Czytelnicy będą chcieli zarzucić mi to, co często mówią mi ludzie, z którymi rozmawiam.

„Nie mierz ludzi swoją miarą. To że ty interesujesz się psychologią, to nie znaczy, że wszyscy muszą”

Oczywiście rozumiem to podejście, jednak mimo wszystko chce pokazać, że moje nastawienie nie jest dyktowane tym, iż uważam moją rację za najlepszą na świecie.

Załóżmy, że kupujemy jakieś nowe urządzenie. Jeżeli nie zapoznamy się z instrukcją lub sami nie będziemy siedzieć nad nim i metoda prób i błędów odkrywać jego właściwości, to być może przy pierwszym użyciu zepsujmy nabytek lub zrobimy sobie krzywdę. Musimy zatem poświęcić pewien czas na to, żeby zobaczyć jak korzystać z naszej nowej własności i co zrobić, żeby działa ona jak najbardziej efektywnie.

Podobnie jest z psychiką. Różnica jednak jest w tym, że urządzenia nie musimy kupować i zawsze możemy zostać przy tradycyjnych metodach. Kto komu każe nabyć nową kosiarkę, kiedy w szopie leży kosa. Psychikę jednak mam jedną i od razu daną, więc nie ma opcji, żeby zamienić ją na coś innego.

Z tego wniosek, że siłą rzeczy musimy jakoś zacząć interesować się naszą duszą, żeby nie doprowadzić naszego życia do kraksy. Bezrefleksyjne podejmowanie decyzji potrafi być dla nas równie przykre w skutkach, jak chwycenie noża za ostrze.

Instrukcji obsługi do naszej psychiki jest tak wiele, jak wiele powstało teorii. Warto zacząć zgłębiać różnego rodzaju książki (od tych bardziej popularnych do naukowych), ponieważ dają one ciekawy materiał do refleksji i otwierają przed nami drogę do uczynienia naszego życia lepszym, przez ćwiczenie tego, co Mateusz Grzesiak nazywa „mięśniem świadomości”. Oczywiście polecam również autoanalize przez metodę prób i błędów, jednak myślę warto przy tym mieć jakieś narzędzia, które niewątpliwie da nam dobra lektura.

Kończąc, polecę trzech autorów, którzy okazali się dla mnie ważni w moim wewnętrznym rozwoju. Są nimi: Carl Gustav Jung, David R. Hawkins oraz Mateusz Grzesiak.

jung  Hawkins Grzesiak

Pozdrawiam i życzę sukcesów w drodze do swojego prawdziwego jestestwa. 

Zapraszam na mojego FB: kliknij tutaj

 

O sensie życia i jego braku

22 mar

sens życiaOstatnimi czasy poddałem się refleksji na temat sensu życia. Dotarłem do skrajnej sprzeczności w rozumowaniu tego terminu, dlatego też pragnę dzisiaj poświęcić temu notkę. Otóż często mówi się, że sens ma coś, co jest nie tylko odpowiednio uzasadnione, ale również ma pozytywny wydźwięk. Ja natomiast uważam, iż z sensem życia jest tak samo jak z pogodą. Zauważmy, iż kiedy pada deszcze, potocznie mówi się, że nie ma pogody, co oczywiście nie jest prawdą. Pogoda jest zawsze, a my jedynie mamy możliwość ją ocenić. Analogicznie do tego, możemy powiedzieć, że kiedy jesteśmy w negatywnym stanie wewnętrznym, to cierpimy na brak sensu życia. W moim mniemaniu to błąd. Aby odpowiednio uargumentować własne stanowisko, postanowiłem zredefiniować omawiane pojęcie:

Sens życia – to umiejętność stosunkowania się względem świata. Wypływa ona z naszego nastawienia, a więc tworzy filtr przez który patrzymy na to, co wokół nas się dzieje. Sens, jak podaje słownik PWN to „właściwe, zgodne z prawidłowym myśleniem lub z rozsądkiem znaczenie czegoś”. Prawidłowe w tym kontekście jest to, co w danej chwili sądzimy. Jeżeli by tak nie było, to nie traktowalibyśmy na poważnie naszych myśli, a co za tym idzie, nie towarzyszyłby im stany zarówno pozytywne, jak i negatywne.

Po tak przedstawiony terminie widzimy, że sens życia ma charakter bipolarny. Ponadto możemy stwierdzić, że umiejętność stosunkowania się do świata jest rzeczą, którą każdy z nas potrafi. Cały czas to robimy. Ciągle staramy się zdefiniować swoje samopoczucie względem osób, wydarzeń i sytuacji. Jeżeli nasze nastawienie w tym momencie jest negatywne, to oznacza tyko tyle, że nasz sens życia przyjmuje swoją mroczną formę (żeby nie powiedzieć złą). W takim kontekście celem naszego istnienia jest zamartwianie się. W ten sam sposób działa to w przypadku pozytywnego stosunku do świata, ale to przecież już wiemy.

brak sensu życiaPo powyższym rozważaniu, można powiedzieć, że w moim mniemaniu nie ma czegoś takiego, jak brak sensu życia. Nic bardziej mylnego! Oczywiście, że jest, ale wyklucza on negatywne nastawienie do rzeczywistości (w gruncie rzeczy wyklucza on również pozytywne nastawienie do świata). Brak sensu życia jest niczym innym, jak poddaniem wartościowania własnej osoby względem świata. Jest to swoista introspekcja i znalezienie samego siebie w głębi własnej duszy. Sens (czyt. prawidłowe myślenie) nie ma znaczenie na wielu poziomach wewnętrznej wędrówki, ponieważ wynika on z naszego warunkowania, której jest zbyt płytkie, by zrozumieć złożoność tego, co w nas siedzi.

Reasumując, sens życia ma każdy, niezależnie od tego, czy jest radosny, czy smutny, ponieważ wciąż stosunkuje się względem świata. Natomiast brak sensu życia nie jest sytuacją negatywną, tylko pewną drogą, która być może potrafi uzdrowić człowieka, ponieważ większość złego samopoczucia wynika z naszego dualistycznego modelu myślenia, który prowadzi do osądzania (opozycje: dobry – zły, piękny – brzydki itp.)

Mam nadzieje, że wzbudziłem w was chęć rozważenia tego problemu na własny sposób. Życzę owocny refleksji! Do zobaczenia w następnym wpisie! :)

Zapraszam na mojego Facebooka